Obudziłam się koło 3 w nocy. Była to zasługa Amelie, która okropnie chrapała. Sam jej wygląd, doprowadzał mnie do szaleństwa. Warstwy jej tapety było widać na kilometr.
Wstałam, włożyłam ciapy i zeszłam na dół do dormitorium. Było ciemno. Światło do pokoju, wpadało przez otwarte okno. Było dosyć zimno. Podeszłam i je zamknęłam. Dopiero wtedy na parapecie zauważyłam krople krwi. Małe kropelki ciągnęły się aż pod firankę. Odsłoniłam ją. To co ujrzałam przeraziło mnie jeszcze bardziej. Pod firanką leżał szczur... a raczej jego resztki.. Cofnęłam się do tyłu i poczułam jak upadam. Ktoś uderzył mnie w głowę.
Rano obudził mnie jakiś głos. Leżałam w skrzydle szpitalnym. Stała nade mną pielęgniarka.
-Dzień Dobry Skarbie, jak się czujesz? - zapytała uprzejmym głosem.
-Już lepiej. Co się stało?
-Zemdlałaś. Prawdopodobnie zauważyłaś szczura, który biegał po pokoju.
-Nie. To nie tak! On był nie żywy! Ktoś uderzył mnie w głowe!
-Nie denerwuj się. Złapaliśmy go i wypuściliśmy do lasu. Nikt Cię Słonko nie uderzył.
-Ten szczur był nieżywy! Krew.. a krew na parapecie?
-Uderzyłaś głową o parapet.
-Nie! To niemożliwe!
-Lepiej się prześpij.
Wszystko nagle mi się pomieszało. Na pewno ktoś mnie uderzył.
Do sali wszedł Johnny.
-Cześć Siostrzyczko! Jak się czujesz?
-Dobrze już.
-Słyszałem, że nieźle przywaliłaś o ten parapet.
-Nie! Ktoś mnie uderzył. Na prawdę!
-Niby kto?
-Tego nie wiem.. Może to ta nowa dziewczyna.. Amy!
-No dziwna troszkę.
-Może to ona..
-Jeju, pierwszy raz widzę jak moja siostra się boi.
-Wcale nie!
-Wiem swoje. Dobra ide, bo mam eliksiry. Wpadnę później.
Wyszedł. Nie wiedziałam co i tym wszystkim myśleć. Amy była tajemnicza, ale czy byłaby zdolna do czegoś takiego? Nie wiem, nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć.
-
Ależ mroczny rozdział ;))
OdpowiedzUsuń