sobota, 10 sierpnia 2013

Przez to, że przez 2 tygodnie znajdowałam się w szpitalu, uciekło mi wiele ważnych lekcji, testów, a co najgorsze wydarzeń szkolnych. Powstało wiele par, dużo osób ze sobą zerwało,  homoseksualiści, biseksualiści. Ta szkoła spadała jednym słowem na psy, ale ja jestem tolerancyjna wobec ludzi nazywanymi pedałami i lesbami. Jeju, kochają się to dlaczego nie mogą być razem? Nie rozumiałam ludzi hejtujących ich. Przykładem takiej osoby była moja ciotka Sara- nietolerancyjna wobec związków partnerskich mężczyzn i kobiet. Oj, ale walić. Ja swojego zdania na ten temat nie zmienie.

Siedzieliśmy na lekcji eliksirów. Oczywiście nauczyciel posadzić mnie musiał z tą tępą suką Amelie. Spod jej szaty wystawały różowe ciuchy, w które była odziana, a pod szyją wystawał jej śnieżno biały kołnierzyk.
-Coś Ty się tak wystroiłaś? -zapytałam wrednym głosem.
-To Ty nie wiesz kto przychodzi na naszą lekcje? -zapytała ze zdziwieniem.
-Niby kto?
-Michael Jacob, taki przytojny z naszej szkoły.
-Nie znam.
-Bo on jest starszy od nas o 2 lata, tępa dzido.
Spiorunowałam ją wzrokiem. Posiedziałyśmy chwile w ciszy. W końcu ktoś zapukał. Do sali wszedł chłopak, o którym wspominała Amelie.
Był cholernie przystojny. Miał długie, puszyste, kręcone włosy związane w kucyka. Moją uwagę przyciągnęła jego koszulka ze Sleyera *-* Nie wiem, jak Amelie-  pusta dziewczyna słuchając łan erekszyn i Justinka, mogła się kochać w metalowcu *-*
Oj ale walić. Chłopak podszedł do nauczyciela, poszeptali chwilę, a nauczyciel rozejrzał sie po klasie.
-Nina! -wypowiedział moje imie.
-Tak Panie profesorze?
-Pójdź łaskawie z panem Michaelem do park i zerwijcie jak najwięcej składników do mojego eliksiru. Kolega Ci wszystko wytłumaczy.

Wyszliśmy razem z sali.
-Jestem Michael. Ale mów mi JJ (dżej dżej) -wyciągnął rękę w moją stronę.
-Nina. Miło mi -uśmiechnęłam się do niego.
-Ty do pierwszej klasy chodzisz prawda?
-No tak.
-Ale widzę, że masz dobry gust muzyczny.
Dopiero po chwili ogarnęłam, że przygląda się mojej koszulce z Megadethu i glanom (nie można w nich było chodzić po szkole ale walić xd)
-Po mamie. -odpowiedziałam.
-Jacie. Twoja matka słucha metalu i rocka?
-Słucha i śpiewa.
-Śpiewa? Ale nie jest sławna?
-Problem w tym, że jest.
-Problem? To czekaj.. Jak się nazywa?
-Norma Black.
-Serio?
-A co w tym dziwnego?
-Ma zajebisty głos.
-Przekaże jej kiedyś.
Uśmiechnęliśmy sie do siebie. Całą drogę przegadaliśmy o muzyce. Wróciliśmy po 2 lekcjach.
-Muszę wracać, jeszcze muszę napisać pracę na obronę prze czarną magią..
-Mogę się odprowadzić?- zapytał.
-Jasne.
Doszliśmy do dormitorium.
-Dzięki za miły dzień z Tobą. -odrzekł.
-Spotkamy się jutro?
-Oczywiście.
Pożegnaliśmy się i weszłam do dormitorium. Byłam strasznie zadowolona, humor bardzo mi sie poprawił. JJ na prawde wydawał się być zajebistym chłopakiem. Nie liczyłam na nic, ale... chyba zaczęłam coś do niego czuć. Sama nie wiem.

niedziela, 23 czerwca 2013

Obudziłam się koło 3 w nocy. Była to  zasługa Amelie, która okropnie chrapała. Sam jej wygląd, doprowadzał mnie do szaleństwa. Warstwy jej tapety było widać na kilometr.

Wstałam, włożyłam ciapy i zeszłam na dół do dormitorium. Było ciemno. Światło do pokoju, wpadało przez otwarte okno. Było dosyć zimno. Podeszłam i je zamknęłam. Dopiero wtedy na parapecie zauważyłam krople krwi. Małe kropelki ciągnęły się aż pod firankę. Odsłoniłam ją. To co ujrzałam przeraziło mnie jeszcze bardziej. Pod firanką leżał szczur... a raczej jego resztki.. Cofnęłam się do tyłu i poczułam jak upadam. Ktoś uderzył mnie w głowę. 

Rano obudził mnie jakiś głos. Leżałam w skrzydle szpitalnym. Stała nade mną pielęgniarka. 
-Dzień Dobry Skarbie, jak się czujesz? - zapytała uprzejmym głosem.
-Już lepiej. Co się stało? 
-Zemdlałaś. Prawdopodobnie zauważyłaś szczura, który biegał po pokoju.
-Nie. To nie tak! On był nie żywy! Ktoś uderzył mnie w głowe!
-Nie denerwuj się. Złapaliśmy go i wypuściliśmy do lasu. Nikt Cię Słonko nie uderzył.
-Ten szczur był nieżywy! Krew.. a krew na parapecie?
-Uderzyłaś głową o parapet.
-Nie! To niemożliwe!
-Lepiej się prześpij.
Wszystko nagle mi się pomieszało. Na pewno ktoś mnie uderzył. 
Do sali wszedł Johnny.
-Cześć Siostrzyczko! Jak się czujesz?
-Dobrze już. 
-Słyszałem, że nieźle przywaliłaś o ten parapet.
-Nie! Ktoś mnie uderzył. Na prawdę!
-Niby kto?
-Tego nie wiem.. Może to ta nowa dziewczyna.. Amy!
-No dziwna troszkę. 
-Może to ona..
-Jeju, pierwszy raz widzę jak moja siostra się boi.
-Wcale nie!
-Wiem swoje. Dobra ide, bo mam eliksiry. Wpadnę później.
Wyszedł. Nie wiedziałam co i tym wszystkim myśleć. Amy była tajemnicza, ale czy byłaby zdolna do czegoś takiego? Nie wiem, nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć. 

-

piątek, 21 czerwca 2013

Wysiadłam z pociągu. Zauważyłam wysiadającą z innego przedziału Norme-Sarę. Popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem.
-O co Ci chodzi? -podeszła do mnie i zapytała.
-A o co ma mi chodzić?- zapytałam wrogim głosem.
-Czemu nie akceptujesz Amelie?
-Ona mnie wkurzyła, nie ja ją. Więc mam prawo być zła.
-Ona jest na serio super dziewczyną.
-Taa..
Popatrzyła na mnie wzrokiem zabójcy. Szybko pobiegłam w stronę grupki ludzi.
Koło 18 siedzieliśmy już przy stołach zajadając się różnymi smakowłykami.
-Drodzy uczniowie! - rozległ się donośny głos dyrektora.
Wszystkie oczy skierowane były teraz ku niemu.
-Chciałbym powitać naszych starych, a także nowych uczniów w naszej szkole! Przypominam, że za chwilę odbędzie się uroczystość z okazji przydzielenia do odpowiednich domów. Proszę o podejście naszych pierwszoklasistów.
Wstaliśmy i podeszliśmy do małego stołka. Każdy wie co na niej leżało- Tiara.
Minęło pół godziny. W końcu na liście pojawiło się moje nazwisko.
-Nina Black.
-Albo Lana -jęknęłam
-Słucham?
-Nic nic.
Usiadłam na wpijającym sie w tyłek stołek.
-Hmm... trudny wybór..
-To się kurde szybciej zastanawiaj.
-Slytherin!
Wstałam i powędrowałam w stronę tłumu. Po 20 minutach dołączyły do mnie Norma Sara z Amelie. Niestety Amelie musiała być w moim domu, tak jak Norma Sara -.-
-Ooo będziemy razem w pokoju.- krzyknęła zachwycona Amelie.
-Ja się jakoś nie ciesze.-mruknęłam.
Byłam cholernie zmęczona. Oczywiście Amelie musiała wybrać  łóżko koło mnie. "Będę miała blisko to podkładania żab" - pomyślałam.
Leżałam, czytając książkę. Nagle do naszego pokoju weszła jakaś nauczycielka (nie znałam jej za dobrze)
-Dziewczyny!- odezwała się- Chciałabym przedstawić nową uczennice, Amy.
Dopiero teraz zauważyłam czarnowłosą dziewczynę z wielkimi żółtymi oczami. Trochę mnie przerażała.
http://www.wallpaperbeautiful.com/thumbnails/detail/20130425/frances%20bean%20cobain_wallpaperbeautiful_92.jpg

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 4

Rozejrzałam się po pokoju, rozmyślając nad tym czy wszystko spakowałam . Na łóżku obok siedziała Katy, która patrzyła na mnie z zazdrością. Machnęłam znacząco moimi czarnymi włosami .
-Co się tak gapisz ? - zwróciłam się do siostry.
-A co nie mogę ?- oburzyła się .
-Gapisz się na mnie od jakiś 20 minut. To denerwujące.
-Po prostu ... będę za Tobą tęsknić .
Bluzka z Metallicą wypadła mi z rąk i wylądowała pod łóżkiem .
-Tęsknić? Ty za mną ? Czekaj ... dzisiaj chyba nie ma prima aprilis ?
-Jesteś moją siostrą . Więc będę tęsknić .
Kate uśmiechnęła  się do mnie i zajrzała do swojej szuflady, z której wyciągnęła swoje lakiery do paznokci . Ja kontynuowałam pakowanie  .
Zeszłam na dół . Mama akurat się malowała. Przeszłam niezauważalnie i wyszłam z domu. Pokierowałam się w stronę mojego małego domku na drzewie. Weszłam po drewnianych schodkach . Zbliżyłam się do stołu stojącego pod ścianą . Z szuflady wyciągnęłam złoty kluczyk. Wsadziłam go do kieszeni i pobiegłam do domu.
Stałam na stacji kolejowej z Syriuszem i mamą . Rozglądałam się dookoła . Wyglądałam Diego , który miał się zjawić . Jednak nigdzie go nie było. Kurt patrzył na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami . Był taki słodki . Wiedziałam, że najbardziej to za nim będę  tęsknić . W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam :
-Nie ma sensu . Nie przyjdzie. Wsiadam .
Pożegnałam się z rodzicami i Kurtem , a następnie wsiadam do pociągu . Kiedy już zamykałam metalowe drzwi, usłyszałam krzyk Kurta. Szybko je otworzyłam . Kurt wskazywał palcem na schody . Odwróciłam się w tamtą stronę . Po schodach zbiegał Diego . Wyskoczyłam z pociągu i pobiegłam w jego stronę . Rzuciłam mu się na szyję .
-Wiedziała, że przyjdziesz.
-Dla ciebie wszystko. Leć już do pociągu .
-Kocham cię .
-Ja ciebie też.
Przytuliłam go jeszcze raz i wsiadłam do pociągu. Szukałam przedziału, w którym siedziała Norma-Sara. W końcu odnalazłam . Jednak nie była ona tam sama. Obok niej siedziała szczupła , blondynka o niebieskich oczach. Była ona w naszym  wieku .  
-O hej Nina . Poznaj Amélie . 
-Hej . -uśmiechnęła się dziewczyna. 
"Już jej nie lubię " pomyślałam. Dlaczego? Dla mnie była zbyt plastikowata , a wręcz nienawidziłam takich ludzi . Miałam to po matce. 
Usiadłam naprzeciwko  nich i przyglądałam się ze zdziwieniem. Norma-Sara tak jakby w ogóle mnie nie zauważała. Postanowiłam zostawić je w spokoju. Wyciągnęłam z torby słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Nagle Amelie popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Czego ty słuchasz?
-Metalu, rocka.
-Jak możesz.
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem,
-O co ci chodzi ?
-Jesteś wyznawcą szatana.
Parsknęłam . Może i słuchałam metalu, może i czasem mówiłam, że kocham szatana, ale na pewno w niego nie wierzę. 
-Przepraszam cię bardzo, nie masz prawa mnie oceniać po tym czego słucham . A nawet jeśli to co ?
-Nie będę się z tobą zadawała. Moi rodzice zabronili mi się z takimi ludźmi zadawać. 
-I bardzo się z tego cieszę . 
Wzięłam torbę i wyszłam . Powędrowałam do przedziału gdzie siedział Johnny z Sue. Do końca podróży czas spędziłam z nimi . Amelia była straszna. Nie wiem co Norma-Sara w niej widziała. 

 

wtorek, 25 września 2012

Rozdział 3.

Zostały ostatnie 4 dni wakacji. Te cztery dni chciałam spędzić z ojcem jednak on musiał wyjechać na 3 dni . Byłam na niego zła, ale w końcu zrozumiałam, że musi.
Moja mama wpadła na pomysł , aby zrobić piknik rodzinny. Podobał mi się ten pomysł. Na pikniku miała się znaleźć rodzina cioci Sary, cioci Jessicy - bliźniaczka mojej mamy i rodzina ciotki Alice- młodsza siostra mamy.
Ciotka Alice była szczupłą kobietą o zielonych oczach. Jej mąż Jasper miał czarne włosy i uważał się za wampira - jednak ja mu nie wierzyłam .:-) . Ciotka miała dwójkę dzieci . Rudowłosa ośmiolatka Rachel i chłopczyk w wieku Kurta - Paula .
Ciocia Jessica była identyczna jak moja mama, jednak dało się je odróżnić . Jes ma męża o imieniu Percy  i ma z nim syna Dave' a . Posiada jeszcze 3 dzieci: Jacka, Syriusza i Normę-Sarę .
Piknik odbył się nad jeziorem . Kiedy byłam mała często tam jeździliśmy.
Norma-Sara była moją najlepszą przyjaciółką . Głownie na tym pikniku tylko z nią siedziałam nad jeziorem .  .
-Obym była z tobą w tym samym domu w Hogwarcie .- powiedziałam .
-No . Fajnie by było.
-Ale , żeby w naszym domu nie było Sue i Johnnego.
-Czyli nie możemy się dostać do Slitherinu .
Nagle zauważyłyśmy jak ktoś topi się w jeziorze. Była to Caroline - córka Sary.
-Ratujcie ją .!- krzyknęłyśmy .
Wszyscy dziwnie się na nas popatrzyły. Dopiero potem zauważyli co się dzieje. Syriusz zdjął koszulkę i skoczył do wody. Chociaż było gorąco, to woda była lodowata . Syriusz złapał ją i wziął na ręce. Szybko dopłynęli do brzegu . Caroline była przytomna jednak było jej strasznie zimno , Ciotka Sara przejęta całym tym wydarzeniem rzuciła się ojcu na szyję dziękując mu jak opętana..Matka popatrzyła się na nią z pogardą.Jednak po chwili podbiegła do niego i  zaczęła go wycierać.
Ten dzień był dziwny . Caroline była tylko przeziębiona.








 












niedziela, 23 września 2012

Rozdział 2.

Cała rodzina bardzo przeżyła to wydarzenie. Jednak Kurt po 11 dniach wyszedł ze szpitala.
Tego dnia zajmował się nami dziadek razem z naszą babcią, ponieważ mama z ojcem musieli załatwić coś w sprawie zespołu. Nasza babcia tak na prawdę nie była naszą babcią . Dziadek ożenił się z nią kiedy miałam 5 lat. Prawdę mówiąc mam  4 babcię. Jedna to matka mojej mamy - Diana, lecz mama nie utrzymuje z nią kontaktu . Druga to mama Diego. Mam po niej imię. Bardzo miła kobieta . Trzecią jest oczywiście Stacy- żona dziadka. Jest chyba najlepszą babcią. A czwarta jest w piwnicy . Znaczy jej obraz. Matka Syriusza, która nawet nie wiem jak sie nazywa.
Nasz dziadek ma na imię Michael . Siwy mężczyzna o zielonych oczach.  Ma 55 lat. Lecz Stacy jest blondynką . Wygląda na 43 lata, a tak na prawdę ma 52  .
No więc zajmowała się nami Stacy  z Michaelem . Akurat tego dnia umówiłam się z tatą . Michael  nie lubił Diego, nawet nie wiem z jakiego powodu. Miał pewnie żal do niego, że zostawił moją matkę samą w ciąży. No , ale kurde nie jego wina, że wjechał pod ciężarówkę i zapadł w śpiączkę na 4 lata. Mama  nigdy do końca nie opowiedziała mi o ich romansie . Postanowiłam dzisiaj wypytać Diego o to. Jednak na przeszkodzie stał Michael, który nie chciał  mi pozwolić . Zapewniałam go, że mama o wszystkim wie, co oczywiście nie było prawdą .
-No dziadku proszę.
-Ale nie możesz akurat dzisiaj zostać w domu. Babcia gotuje pyszny obiad.
-Nie lubię grzybów, a po za tym Diego jest moim ojcem .
-Wiem to , ale mogłabyś chociaż raz zjeść z nami obiad .
-Jestem u was co weekend.
-Dobra jedź, ale wróćcie przed 22 .
Do dziadka podbiegł Kurt.
-Dziadku?
-Tak , kochanie.
-Mogę jechać z Ninką.
-Ależ nie.
-Czemu?
-Bo nie jesteś jeszcze zdrowy
Kurt rozpłakał się. Umiał to na zawołanie. W tej samej chwili do domu wszedł Diego.
-Dzień dobry. Jedziemy Nina?
-Tak.
-Wujku mogę z wami jechać.-zapytał się Kurt co było dziwne bo nigdy tak się do Diego nie zwracał.
-No nie wiem czy ci dziadek pozwoli.
-Dziadku proszęę.
-Nie wiem. - odpowiedział ze złością w  oczach .
-No pozwól mu. - odezwała się Stacy.
-Noo... dobrze. Tylko zadzwonię do Normy.
Dziadek wykonał telefon do mamy. Był zawiedziony, bo pozwoliła Kurtowi stwierdzając, że świeże powietrze dobrze mu zrobi i będzie pod opieką dorosłego i odpowiedzialnego mężczyzny. Te słowa zwaliły mnie z nóg. Diego może był poważny przy innych, ale kiedy byliśmy sami zachowywał się jak nastolatek.
Wsiedliśmy w samochód i odjechaliśmy . Musiałam siedzieć z Kurtem na tyle. Ale było wyjątkowo fajnie. Pojechaliśmy do restauracji by coś zjeść .
-Mogę się ciebie coś zapytać.?- odezwałam się do Diego.
-Dawaj !
-Opowiesz mi o twoim romansie z mamą.
Diego zakrztusił się frytką, a Kurt zaczął się śmiać .
-O naszym romansie?
-No tak, bo chyba nie byliście w poważnym związku .
-No nie ... ale od czego by zacząć.
-Od początku. Jak się poznaliście?
-No . To było tak, że twoja mama szukała autostopu, bo musiała jechać na koncert do Los Angeles. I akurat stanąłem .
-No i co było dalej.
-No jechaliśmy i gadaliśmy. Potem zaprosiła mnie na swój koncert. I po koncercie zrewanżowałem się kawą . I no zaczęliśmy ze sobą tak jakby chodzić .
-Noo . I w między czasie powstałam ja tak?
-Nina !
-No a nie było tak?
 -Tak, tak było.
-A jak zerwaliście?
-Dowiedziałem się, że jest w ciąży i się po prostu z nią pokłóciłem .
-Och ! Nie chciałeś mnie?
-Nie no chciałem, tylko, że wtedy   byłem zdenerwowany i pojechałem na miasto. Miałem wypadek i zapadłem w śpiączkę.I to chyba tyle .
Po 3 godzinach wróciliśmy do domu.
-Teraz to musisz już zostać z nami na kolacji .
-A jest twój dziadek ?
-Pewnie tak.
-To ja się wolę nie narażać. On mnie nie lubi.
-Oj to cię polubi.
Weszliśmy do domu. Michael rzeczywiście nie był zadowolony, ale całą sytuację złagodziła mama, która bardzo chętnie się zgodziła.
-To czym się pan zajmuję?- zwrócił się Michael do Diego poważnym tonem.
-Jestem malarzem .
-Ocjh na prawdę?
-Tak i robię również tatuaże.
-Bardzo ładne tatuaże. - wtrącił się Syriusz pokazując dzieło Diego na swym ręku. Syriusz ogółem miał dużo tatuaży. Po godzinie Diego musiał już jechać,.
-Dziękuje, że zostałeś na kolacji i że zabrałeś dzisiaj Kurta.- poweidziała mama
-Nie ma problemu .Zwrócił się do mnie wujek .
-I pewnie tak pozostanie.
-Dobranoc.
-Dobranoc .
Ten dzień był nawet fajny., Spędziłam z Diego dużo czasu i poznałam romans jego i mej mamy. Jednak miałam świadomość tego, że niedługo nie będziemy widywać się tak często, ponieważ będę musiała wyjechać do Hogwartu.
-Diego


sobota, 22 września 2012

Rozdział 1 .

-Mamo! - krzyknęłam do matki, która siedziała na dole .
Nie usłyszała mnie. Zbiegłam na dół.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytałam z grymasem na twarzy.
-Tak córeczko .
-No to słuchaj . Za miesiąc pierwszy raz idę do Hogwartu, a jeszcze nie mam różdżki.
-Dzisiaj przyjedzie Diego i pojedziecie razem.
-A ty? Jak zawsze się mną nie interesujesz.
-Nina !
-Tak. Cały czas teraz zajmujesz się Kurtem .
-Nie rozumiesz, że twój brat ma zapalenie płuc i muszę się nim zajmować.
-Nie nie rozumiem. Przecież tata może się nim zająć.- stwierdziłam patrząc na Syriusza, który akurat coś gotował.
-Tak, ja chętnie zajmę się Kurtem-oświadczył.
 W tej samej chwili do kuchni wszedł Kurt . Sześciolatek o blond włosach i niebieskich oczach . Był on oczkiem w głowie matki . Zaraz za nim  do kuchni wbiegł Johnny.
-Mamo , kiedy jedziemy na Pokątną . ?
-Ja nie jadę bo muszę zostać z Kurtem, ale Nina z Diego jadą. Może się z nimi zabierzesz, 
-No dobra.-odrzekł i pobiegł  na górę.
-Widzisz on nie robi problemu z tego, że nie jadę.
Spiorunowałam ją wzrokiem i wbiegłam na górę. Od 2 tygodni dzieliłam pokój z moją młodszą o 2 lata siostrą- Kate , ponieważ u niej był remont. Jedynymi osobami w tym domu, które mnie słuchały był tylko Syriusz i Johnny. Często kłóciłam się z matką o różne bzdety . Czasem nawet się zastanawiałam jak Syriusz z nią wytrzymuje. Moja matka ma na imię Norma . Jest piosenkarką. Ma czarne włosy do pasa i zielone oczy. Jestem do niej podobna z wyglądu, ale na szczęście nie z charakteru . Charakter mam po ojcu, któremu na imię Diego . Moim ojcem "stał się" kiedy miałam 4 lata. Moja matka często zdradzała mojego dawnego ojca. Ja akurat byłam owocem  jednego z jej romansów.
Około godziny 14 zadzwonił dzwonek do drzwi ., Zbiegłam na dół by je otworzyć. W drzwiach stała moja ciotka Sara. Szczupła kobieta o zielonych oczach. Obok niej stał mężczyzna o czarnych włosach. Był to mój wuj Jackson. Matka również miała z nim romans, ale jeszcze przed ślubem z Justinem . 
-Hej Nina. Możemy?
-No . Mamo!- wrzasnęłam , a mama zbeigła po schodach poprawiając fryzurę .
-O hej .  Wy po Veronice?
-Tak .
Veronica spała u nas. Była przyjaciółką Katy . Ja tam jej nie lubiłam . 
Matka rozgościła swą siostrę .
-Jak tam Sue?
-A dobrze. Szykuje się do szkoły . W końcu będzie już w czwartej klasie Hogwartu . A u was jak przygotowania?
-Beznadziejnie.- wtrąciłam się.
Wszyscy popatrzzyli w moją stronę . Jackson lekko się uśmiechną, a Sara nic nie powiedziała. Po godzinie pojechali. 
Szykowałam się do wyjazdu na Pokątną, kiedy do pokoju wpadł Johnny.:
-Słuchaj Nina ja jednak nie jadę z wami na pokątną.
-Czemu?
-Muszę się spotkać z Sue.
-No tak Susan zawsze jest ważniejsza ode mnie. To ja jestem twoją siostrą. A ona ...
-... a ona jest moją siostrą cioteczną . Właśnie, pożyczysz mi 10 dolarów ..
-Znowu?
-No wiesz małe kieszonkowe.
-Dobra, ale szybko oddaj.
-Obiecuje.
Wyciągnęłam z małego pudełeczka daną kwotę i wręczyłam mu . Uśmiechną się i wybiegł. Wyjrzałam za okno. Pod domem stał czarny samochod. Był on mojego ojca.Zbiegłam na dół i ujrzałam Diego. Miał długie włosy i zarost .
-Hej kochanie . - odrzekł. Skoczyłam na niego mocno go przytulając .
-Jedziemy?- zapytałam .
-Tak . 
Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy . Londyn był duży więc długo jechaliśmy.
-Coś cię gnębi ? - zapytał ojciec.
-Tak . 
-A mogę wiedzieć co?
-No . Mama mnie nie kocha.
-Co ty wygadujesz. Mama kocha cię najbardziej na świecie , 
-Tak na pewno . Co ty w niej widziałeś ?
-Dużo dobrych cech . 
-A teraz. 
-Co teraz?
-Dalej ci się podoba?
-Wiesz... No ładna jest . Ale nic do niej już nie czuje.
-Czyli jej nie kochasz?
-Wiesz.. Niektórych osób nie da się przestac kochać . 
-Na przykład mojej mamy?
-Tak . Ale obiecaj mi coś? Ta rozmowa zostanie między nami . Nikomu nie możesz jej zdradzić. 
-Okej . Postaram się . 
Diego uśmiechnął się . Dojechaliśmy po 30 minutach . Zakupiliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wróciliśmy do domu . 
-A może zostaniesz na kolacji?- zapytałam się go .
-Nie . Nie będę wam przerywał rodzinnej kolacji .
-Ale ty też jesteś naszą rodziną.
-No ... okej ., 
Weszliśmy do domu . Jednak dom wydawał się pusty. Z góry zbiegł Johnny.
-Jak dobrze, że jesteście. Mama z Tatą pojechali do szpitala. Kurt zaczął się dusić . 
-Co? Tato musimy tam jechać . -odrzekłam .
-Dobrze. Jesteś sam?
-Nie , jestem z Katy.
-Okej. To ubierzcie się i jedziemy.
Po 30 minutach dojechaliśmy do szpitala. Trafiliśmy na odział dziecięcy . Przy łóżku Kurta siedziała matka. Chłopiec był nie przytomny . Wszystko zaczęło mi się przewracać w głowie. Jeszcze rano sądziłam że Kurt udaje jednak teraz zrozumiałam że nie miałam racji ,  

Prolog.

Był 20 luty . Blada kobieta leżąca na łóżku, a w rękach trzymała również bladą córeczkę . Obok łóżka stał wysoki mężczyzna o czarnych włosach jak i oczach . Jednak nie był on ojcem dziecka . Nazywał się Jackson , Jackson Ward. To on przywiózł tu tą kobietę . Jej męża nie było przy niej , co jej za bardzo nie zdziwiło . Obok łóżka znajdował  się również chłopiec. Miał on ok. 2 lat. Kobieta nazwała córkę Nina po jej babci .

Minęło parę lat . Dziewczyna dorastała bardzo szybko. Za nim się obejrzała jej rodzice się rozwiedli ,a jej ojciec  Justin tak na prawdę okazał się nie jej ojcem . Matka po rozwodzie wyszła za miłość sprzed lat . Na początku Nina nie lubiła Syriusza , swojego ojczyma. Jednak po pewnym czasie zaczęli się dogadywać.
Nina uczyła się na początku w normalnej szkole, lecz potem dostała list od szkoły dla czarodziei .